6. Jesień

Dziś wyjrzałam na ulicę liść

kolejny z drzewa spadł.

Trochę deszczu na to życie,

na ten pędzący czas.

Wiatr kasztany z drzew postrącał,

Dywan z liści rozwinął się

A ja patrzę a ja czekam może ktoś odwiedzi mnie…

Nie wiem który to już raz

biorę pióro do ręki.

Skąd się wziął na to czas,

żeby pisać piosenki.

Może ta Jesień daje myśli w prezencie,

Chcę czy nie ona jest tu,

jest tam, jest wszędzie.

W mojej głowie i na niebie,

w moim domu i na drzewie.

W każdy kącik się ukryje,

wcześnie rano już Ją czuję.

Jesień odwiedziła mnie…

I wybiegam na ulicę

stoję w deszczu pośród drzew.

Moknę i głośno krzyczę-

“Ach, jak dobrze jest!”

To nic że czasami żal ściska mnie,

Nie jesteśmy tacy sami

wiem, że zmieniamy się.

Nie wiem który to już raz…

Jesień odwiedziła mnie,

Zawsze tutaj zagląda,

Ona nie zmieniła się

wrzuca kasztany pod okna.

6. Autumn

Today I saw another leaf falling from a tree,

A rain falling on us in our rushing time.

The wind blew chestnuts,

I see a carpet made of leaves.

I am looking, I am waiting

Maybe somebody will visit me today…

I don’t know how many times

I use my pen to write

Or how do I make the time

To write a new song.Maybe this Autumn brings thoughts as a gift,

It doesn’t matter if I want her,

She is here, she is everywhere,

In the sky in my mind,

In my home and on the tree,

In every corner I can find her,

I can feel her every morning.

Autumn visited me…

I am getting outside, standing in the rain

In the middle of the trees,

Getting wet and shouting

“Oh, how good it feels!”

It doesn’t matter that there are moments of despair

We are not the same, we are changing.

I don’t know how many times…

Autumn visited me,

She is always coming here,

She never changes…

Dropping chestnuts under my window…